Oddech od codzienności.Czyli rok na Polskiej Stacji Antarktycznej. Cz.3

3. Pierwszy miesiąc na stacji

Rozpakowywaliśmy paczki i tak minął listopad…

I na tym można by zakończyć wpis ale oczywiście w międzyczasie działa się masa innych rzeczy ponieważ stacja musi jakoś funkcjonować.

Ja i Karramba (informatyk) mieliśmy na tyle nieprzewidzianych zajęć, że przy paczkach pomagaliśmy sporadycznie; zniknął sygnał telefoniczny w budynku Meteo,

Informatyk w swoim naturalnym środowisku:)

piekarnik zaczął dziwnie śmierdzieć spaloną izolacją z kabli,

Upalone styki przełącznika w piekarniku

komuś radiotelefon wpadł do wody, urwał się dyszel od wózka slipowego…

A miało być wodoodporne..

Gdy do tych usterek dodasz to, że nie wiesz gdzie leży np. klucz nr 13 albo płaski wkrętak a ponadto nie masz pojęcia którędy biegną kable telefoniczne to z prostej usterki, która w PL zajęłaby 3h robi się dwu dniowa eskapada.

Podczas gdy „techniczni” zajmowali się obsługą stacji, naukowcy musieli rozstawić swoją aparaturę jak najszybciej aby zacząć zbieranie danych.

Rozstawianie stanowiska do badania rumowiska wleczonego spod lodowca.

Może i wygląda to prosto ale żeby takie stanowisko zbudować trzeba nieźle się namachać młotem, żeby wbić pręty w bardzo kamienistą glebę a stanowisk jest łącznie 6. Na dodatek miejsce pomiaru jest oddalone od stacji o jakieś 5 km czyli transport tylko pontonem więc trzeba czekać na dobre warunki pogodowe. Dużo zmiennych się tu nakłada.

A na pingwinisku Adelki zaczęły już składać jaja więc ornitolodzy muszą oznaczać gniazda.

Pingwiny Adelie składają jaja

I tak minął pierwszy miesiąc na stacji. W zasadzie mało było okazji aby pomyśleć o tym w jakim cudownym miejscu się znaleźliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *