Oddech od codzienności. Czyli rok na Polskiej Stacji Antarktycznej. Cz. 2

2. Pierwsze dni na stacji

 

Na stacji czekało na nas ciepłe przywitanie zorganizowane przez 40-tą wyprawę. Kolacja i długo oczekiwane przez nich warzywa. Przez pół roku nie mieli dostaw świeżej żywności. Wszyscy są zmęczeni więc około północy idziemy spać. Jutro intensywny dzień; rozładunek paliwa i przekazywanie obowiązków poszczególnym pracownikom przez ich poprzedników.

 

Pogoda nazajutrz utrzymuje się rewelacyjna. Z rana część załogi pomaga przy przekładaniu węża z paliwem. Reszta idzie przekazywać sobie obowiązki.

Żeby można było przetankować ~120m^3 oleju napędowego trzeba rozwinąć wąż, w którym zainstalowane są specjalne zastawki zamykające się w przypadku jego przerwania. Końcówkę węża marynarze zabierają pontonem na statek. Drugą końcówkę podłącza się do systemu paliwowego Stacji (o systemie opowiem w kolejnych częściach). Tankowanie trwa około 10h i wymaga nadzoru 1-2 osób.

Po rozwinięciu węża ruszamy z Markiem (informatykiem) i Piotrkiem (elektronikiem 40-tej wyprawy) na obchód po stacji i przekazanie obowiązków. Chodzimy po budynkach, poznajemy topologię sieci teleinformatycznej, hasła do komputerów, miejsca w których należy szukać połączeń przewodów telefonicznych w razie awarii itp.

Naukowcy wybrali się na pobliską kolonię pingwinów Adeli aby zaznajomić się z rozmieszczeniem gniazd „pilotażowych”. Na ich podstawie będą oceniali kondycję populacji pingwinów.

 

Po powrocie z „obchodu” pierwsza awaria; rozdrabniacz w zlewozmywaku się spalił bo nasza kucharka narzuciła do niego całą masę odpadków. Na szczęście przyszedł z nami zapasowy. Dzięki pomocy kolegów z 40-tej szybko załatwiamy awarię. Gdyby nie oni pewnie zajęło by to 2 dni:) Dlaczego? Bo wiedzieli gdzie są klucze, śrubokręty i gdzie odchodzi ta konkretna rura kanalizacyjna, która się przy okazji zapchała.

I tak mija dzień. Puki co wszyscy „nowi” mają wielkie oczy, bo musimy zapamiętać całą masę niezbędnych informacji tak związanych z naszymi zawodowymi sprawami jak i gdzie jest płyn do naczyń czy herbata na zapleczu.

Wieczorem tankowanie się kończy i Polar Pionieer czeka na 40-tą wyprawę aby z nimi odpłynąć. Nadszedł czas pożegnania. Ludzie dla, których stacja była przez rok domem muszą się z nim rozstać. Nastroje niby wesołe ale jednak coś się kończy…a coś zaczyna. Żegnamy ekipę. Wsiadają na pontony i odpływają na statek.

I tak zaczyna się nasza przygoda z Antarktyką. Teraz jesteśmy zdani tylko na siebie.

Następnego dnia od rana dzień  na ogarnięcie się. Dostałem pokój po Piotrku. Jest zasilacz, UKF-ka stacjonarna, UPS i sporo narzędzi. Czuję się jak we własnym pokoju w PL;D

Jest week, czyli wolne. Mogę pochodzić po okolicy. Na razie wszystko mnie dziwi a okolica jest przecudna!

No i oczywiście wszędobylskie pingwiny! Jest ich tu masa i zupełnie nic nie robią sobie z obecności człowieka. Kolonię 20 tyś. osobników mamy 0.5 km od stacji.

Ogólnie dzikie zwierzęta mało sobie robią z bytności człowieka. Krabojadom spodobał się główny budynek stacji.

Po wejściu na małe wzniesienie, główny budynek stacji prezentuje się całkiem nieźle.

Sobota i niedziela upłynęły pod znakiem aklimatyzacji; poznawania miejsca, rozpakowywania się itp. W poniedziałek ruszyliśmy już pełną parą do pracy. Na pierwszy ogień poszły paczki. Wszystkie towary, które wyładowaliśmy z Polar Pionieera należało rozpakować, posegregować i porozkładać w odpowiednie miejsca. Paczki stały się tematem przewodnim miesiąca listopad…

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *