Oddech od codzienności. Czyli rok na Polskiej Stacji Antarktycznej. Cz.1

W sezonie 2016-2017 byłem uczestnikiem 41 całorocznej   wyprawy antarktycznej na Stację im. H. Arctowskiego znajdującej się na Wyspie Króla Jerzego (Szetlandy Południowe). Zatrudniony zostałem na stanowisku elektronika.

W tym czasie starałem się sumiennie wykonywać moje obowiązki i jednocześnie „wyciągnąć” z tej wyspy ile się da w czasie wolnym.
O tym co mnie tam spotkało, postaram się opowiedzieć w kilku kolejnych artykułach.

 

      1.Początek

 

Spotykamy się na tygodniowym szkoleniu w Gdyni.

Szkolenia z Indywidualnych Technik Ratunkowych na morzu. Obejmują wykłady i ćwiczenia; pływanie pontonem, wskakiwanie w wypornościowym skafandrze termicznym do wody itp. Jest też szkolenie BHP oraz obsługa radia UKF.

W międzyczasie odwiedzamy magazyny firmy Naviga gdzie znajduje się sprzęt, który zostanie przetransportowany na stację wraz z 41 (czyli naszą) wyprawą. Każda śrubka, rurka czy menzurka, która ma być wg planu zużyta do budowy, badania czegoś na stacji w tym roku – jest w tym magazynie. W planach jest betonowanie hali warsztatowej więc 0.5t betonu jedzie z nami ale…na stacji nie ma piasku więc piasek też leży poworkowany w skrzyniach i przygotowany do załadunku. Przygotowany jest także na palecie 12 cylindrowy silnik do amfibii PTS. Prawie taki sam jak do czołgu T-54.

Każda paczka ma swój numer i wagę. Wszystko jest skatalogowane. Na pierwszy rzut oka wygląda to na niezły chaos ale właściwe osoby się w tym odnajdują i to jest najważniejsze.

Do hali przyszliśmy na początku tygodnia, żeby pomierzyć ubrania i buty. Odzież robocza, reprezentacyjna i…gumowce…jak się okaże podstawowe i najbardziej niezawodne obuwie na stacji Arctowskiego.

Polar Pioneer przy Gdyńskim nabrzerzu

Podczas gdy my się szkolimy, personel Navigi ładuje Polar Pionieera (statek, który zawiezie cargo i ludzi na stację), więc sam proces załadunku nas trochę omija. Naszym zadaniem będzie cały towar rozładować ze statku i przewieźć na stację.

Polar wypływa we czwartek wraz z 3 członkami naszej ekipy. Będą doglądać towaru podczas rejsu. Przed nimi 40 dni na oceanie.

Pozostała w Gdyni ekipa kończy cykl szkoleń w piątek i rozjeżdżamy się do domów pozamykać bieżące sprawy.

 

W połowie października odlatujemy z Okęcia do Buenos Aires. Potem autobus do Mar del Plata; dużego portu gdzie czekamy na przybycie Polar Pioneera. Pakujemy świeże warzywa i w drogę ku Wyspie Króla Jerzego. Płyniemy około 10 dni. Chorobę morską ludzie znoszą różnie. Jednych nic nie bierze, drudzy nie odchodzą od kibla. Dni upływają monotonnie, wyznaczane porami posiłków. Po około 6 dniach robi się znacznie zimniej. Wkraczamy na szerokość konwergencji antarktycznej.

Spotykamy pierwsze góry lodowe. Wiatr zaczyna przenikać ubranie i wzmaga się przechodząc w sztorm. Dolne pokłady są zamknięte.  Robi się antarktycznie:)

Po niezłym bujaniu oczom naszym ukazuje się miejsce naszego zesłania. Zatoka nadal jest rozkołysana. Wieje mroźny wiatr. We wodzie sporo growlersów.  Czekając na poprawę pogody krążymy po zatoce. Podziwiamy lodowy świat…Pobliskie szczyty i wystające z wody skały jeszcze nic dla nas nie znaczą. W dalszej części roku staną się dla nas ważnymi punktami odniesienia podczas poruszania się po wodzie.

Jutro ma się poprawić pogoda. W messie spotkanie dotyczące bezpieczeństwa wyładunku. Wstajemy o 4. Jeśli pogoda będzie dobra pracujemy tak długo dopóki warunki pozwolą. Jeśli Neptun będzie łaskawy to wyładujemy cały towar.

Pogoda jest rewelacyjna. Wiatr ucichł, fala się wygładza. Chwilę po 4 podpływa pod burtę PTS i zaczyna się wyładunek. Wszystko co zostanie w tym roku użyte, zjedzone, ubrane przechodzi przez nasze ręce.

Rzeczy drobne pakujemy  do klatek i worków typu Big Bag. Gabary idą bezpośrednio na PTS.

Na brzegu ekipa z 40-tej wyprawy odbiera paczki i przewozi je do hali gdzie naszym (nowej ekipy) zadaniem będzie porozkładanie ich we właściwe miejsca.

Wyładunek idzie sprawnie i bez przestojów. Po około 14h ostatnim kursem PTS płyniemy na stację.

Wszyscy są zmęczeni i zadowoleni jednocześnie. To był kawał dobrej roboty…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *